Melancholik i papier toaletowy…

Może Ci się również spodoba

  • A

    Jestem melancholiczką, chyba taką z prawdziwego zdarzenia. Czasem się zastanawiam po co w ogóle żyje. Ciężki znój drobiazgowości każdego dnia. Sama jestem dla siebie kontrolerem, najgorszym przyjacielem. Najmniejsza czynność, zadanie sprawia mi ogromną trudność. Sprawę każdą rozpatruje na wszelkich możliwych płaszczyznach. To nigdy się nie skonczy, czuje się niespełnioną intelektualistką.
    Ja nie widzę w sobie żadnych pozytywnych stron. Co dzień ta sama męka. Obecnie szukam pracy, ale na każdym stanowisku widzę jakieś zagrożenia dla samej siebie. Dodam, że nie jestem w Polsce więc powinno mi być łatwiej.
    Niech się ktoś do mnie odezwie. Chciałabym porozmawiać z kimś zanim umrę z głodu.

    • Jan Trulli

      Witaj, mam nadzieję że te słowa, które właśnie piszę trafią do Ciebie. Wszedłem na tę stronę trochę przypadkowo, przeczytałem twój komentarz i nadal masz ochotę zamienić z kimś kilka słów? To świetnie składa, bo ja też nie mam do kogo otworzyć ust, a chciałbym po prostu podzielić się swoimi przemyśleniami. Jeśli tak, to odpisz tutaj albo na maila celticfan1990@interia.pl

      Pozdrawiam

  • B

    Jestem melancholikiem i do twoich „rozważań” o papierze toaletowym dodałabym jeszcze szczegółową analizę dotyczącą wymierzenia właściwej długości papieru uwzględniając jego jakość. Inną długość papieru wykorzysta się używając papieru dwuwarstwowego, a inną używając trzywarstwowego… 😉 Pozdrawiam.

  • Kasia

    Jestem choleryczną melancholiczką. Zazwyczaj mam wizję, którą dokładnie rozplanuję, zaplanuję, a potem nie chce mi się jej robić samej albo nie mam już na to czasu i wtedy albo kogoś znajduję, żeby to wykonał albo porzucam tą wizję i czekam na nowe objawienie. Piszę też powieści. Zanim jednak ją napiszę, tworzę dokładny plan – co w każdym rozdziale się wydarzy. Tworzę też bazę danych poszczególnych bohaterów, ponieważ obawiam się, że w trakcie pisania powieści mogę zapomnieć, że ciocia Krysia, która pojawia się w powieści dwukrotnie w pięciu zdaniach, ma 45 lat, a nie 46 lat i ma niebieskie oczy, a nie szare. Planowanie książki sprawia mi taką frajdę, że często po zaplanowaniu wszystkiego stwierdzam, że nie chcę mi się jednak pisać powieści i że wolę wymyślić coś innego. Na szczęście dwie mi się udało napisać (ale mam kilkadziesiąt planów) jedna będzie nawet wydana… Ludzie… Lubię ich, ale mnie męczą. Po pracy w korpo zazwyczaj mam ich tak dosyć, że resztę dnia wolę przesiedzieć w chacie samej z moim lubym. No i nie chce mi się do nich uśmiechać, kiedy mam zły humor, a że miewam go często, uśmiecham się rzadko.